Jurek

IV Przystanek Woodstock w Żarach

Na Przystanku Woodstock w Zarach
Młodzież z Polski się zjechała
Trzy dni w naszym mieście
W kurzu i słońcu się wytańcowała

Przeważnie na czarno ubrani
Z dalekich miast do nas przybyli
Na Lotnisku tu kwaterowalí
I różne wygłupy czynili

Smiechu było co niemiara
Z pomysłów młodzieży
Wszyscy śmiesznie wyglądali
W swojej cudacznej odzieży

Kurz nad scenę się unosił
Swiatła biły w górę jeszcze wyżej
Żaranie w tańcu nie gorsi byli
Też tańczyli jak najbliżej

A że sucho i gorąco było
Do stawu na ulicę Ludowa chodzili
Po drodze też słońce prażyło
Na głowy hełmy z glonow robili

Kiedy się już w stawie zielskiem schłodzili
Na Lotnisko ponownie wracali
Tam od nowa w kurzu tańcowali
I jak diabły z piekła wyglądali

Na twarz maski z gazy zakładali
Ale tańczyć nie przestali
A jak całkiem się zmęczyli
Dla ochłody wszystko pili

Gdy już tańcem się znudzili
Na ulicę Ludowa ze śpiewem przybyli
W pojemniki na śmiecie wchodzili
Drudzy ze śpiewem kolegow wozili

A w ostatni dzień nad scena o zmroku
Księżyc w pełni dodawał uroku
Okrgły jak piłka zawisł na światłami
Na woddstock spoglądał szarymi oczami

A na scenie Owsiaka grali i śpiewali
Po słonecznikach na polach badyle sterczały
Którzy zmęczeni w namiotach swych spali
Tłumy tu dookoła chodziły i siebie nie podepły

A ze sceny Jurek krzyczał
Prawie całkiem ochrypnięty
Trzy razy więcej młodzieży przybyło
Z tego powodu był w hiebowzięty.

Mnóstwo całych rodzin z dziećmi
Między namiotami spacerowały
Z serduszkami świecącymi na odzieży
Jak robaczki świętojański się migały

W całej okolicy widno było
Co żyło to się kręciło w takt muzyki
Starszyhşch i młodszych nic nie dziwiło
Nawet różki kolorowe i świecące kraliki

I tak Woodstock się zakończył
W gorącą noc kolorowymi fajerwerkami
Po czym lawina młodzieży ruszyła
Na Przystanki PKP, z plecakami

Choć zadyma wielka ale sympatycznie było
Kurzu śmieci miastu przysporzyła
Ale ludnosć by zadowołona była
Gdyby gdyby impreza za rok się powtórzyła

H. M.
Żary
Sierpiuń 1998 r.

<— powrót